Polskie rasy psów myśliwskich - Waldemar Feculak - część 2

POLSKIE RASY PSÓW MYŚLIWSKICH -  część 2

Gończy polski i ogar polski - doskonałe tropowce

 

                Zanim przedstawię ogara i gończego polskiego jako doskonałe tropowce trochę statystyki potrzebnej do zobrazowania wymiernych korzyści z użytkowania w łowiskach psów ułożonych do pracy „na farbie”. O aspektach etycznych i tradycji polowania z psem oraz satysfakcji z tego płynącej, nie będę pisał. Dla mnie jest to oczywiste i pierwszoplanowe. Przedstawię problem od strony finansowej, co powinno być istotne dla kół łowieckich.

                Poniższe dane zostały zebrane na podstawie badań prowadzonych w kilku krajach na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. W byłej Czechosłowacji (wg. Różyczki) rocznie psy podnoszą 15% zajęcy, 15% saren, 8% zwierzyny grubej, 20% bażantów, 25% kuropatw i 50% kaczek. W byłej NRD Rolfs prowadził badania przez 10 lat. Średni wynik to 25% sztuk podniesionych przez psy. W RFN ilość śmiertelnych postrzałków odnajdywanych przez ułożone psy myśliwskie wynosi dla zwierzyny raciczkowej 10-12%, dla zwierzyny drobnej 20-25%. Według Zygmunta Metziga do obliczenia wartości zmarnowanej dziczyzny w wyniku nieużywania psów podczas polowań, należy przyjąć straty na poziomie: jeleń - 10%, sarna - 10-12%, zając - 20%, kuropatwa - 25%, kaczka - 50%, dziki - 10%. W roku 1993 Mieczysław Wysiński wyliczył wysokość strat finansowych za zmarnowane, niepodniesione tusze kilku gatunków zwierzyny. Straty te za jeden sezon 1991/1992 wyniosły w skali kraju około 35 miliardów starych złotych! Do wyliczenia zostały przyjęte bardzo ostrożnie niskie wskaźniki (średnia masa tusz poszczególnych gatunków). Przyjmując nawet tak niskie wskaźniki każde koło może sobie wyliczyć straty, jakie ponosi nie używając psów. W przypadku zwierzyny grubej, a zwłaszcza jeleniowatych, sprawa sięga jeszcze dalej. Przy obecnym, dość konsekwentnym egzekwowaniu przez nadleśnictwa wykonania planu pozyskania jeleni i saren, faktyczny ich ubytek w łowiskach jest powiększony właśnie o liczbę sztuk niepodniesionych, czyli około 10%. Zakładając nawet, że planowana wielkość odstrzału w kole nie ma na celu redukcji stanu jeleniowatych, to w warunkach, kiedy musi być wykonany (wiele kół jest w takiej sytuacji), a w kole nie używa się (lub prawie nie) psów ułożonych do dochodzenia postrzałków, to w efekcie następuje zwiększony (redukcyjny) odstrzał. O ile, to już każdy może sobie sam odpowiedzieć, a szczególnie ci „myśliwi”, którzy sami nie posiadając psa nawet nie zadają sobie trudu skorzystania z pomocy kolegów, którzy mają psy pracujące na tropie rannej zwierzyny. Wydaje mi się, że 10% sztuk niepodniesionych, to dolna granica. Ci, którzy uważają inaczej, wierząc w swoje wybitne umiejętności strzeleckie, często nie sprawdzają efektu strzału lub robią to nieprofesjonalnie. Sam fakt, że zwierzyna nie zaznaczyła strzału oraz brak farby (często pojawia się dopiero po kilkudziesięciu metrach) wcale nie świadczy o czystym pudle! Profesjonalnie znaczy z psem. Tylko ułożony do tego celu pies jest w stanie rozwiązać problem, szczególnie na czarnej stopie.

                Do tego celu używa się u nas różnych ras psów myśliwskich, jako tropowców oraz posokowców jako specjalistów od takiej pracy. Większość ras sprawdza się jako tropowce na tropach niezbyt starych (kilkugodzinnych). Natomiast na tropach starych, kilkunasto czy nawet kilkudziesięciogodzinnych wiele psów ma już trudności, a niektóre nawet nie podejmują tak starych tropów. Oczywiście zdarzają się wybitne egzemplarze wśród jamników, terierów, wyżłów i kilku jeszcze ras. Jednak w skrajnych warunkach (bardzo stary trop, brak farby, susza) muszą one ustąpić specjalistom w tej pracy, czyli posokowcom. I tu pytanie: czy tylko im? Otóż twierdzę, że nie. Rasy te należą do grupy gończych. Dla psów tej grupy głównym „narzędziem pracy” jest nos. Nasze gończaki: ogar i gończy polski także wykazują się wybitnym węchem. Ich budowa i wzrost są bardzo zbliżone do posokowców, natomiast duży, szeroki nos i „trąba” są identyczne jak u posokowców. Nigdzie nie natrafiłem na dokładny opis budowy nosa ogara i gończego polskiego, ale sądzę, że nie pomylę się porównując go z nosem posokowca, który ma około 3 milionów komórek zapachowych, dwukrotnie więcej niż teriery.

                Część myśliwych z rezerwą podchodzi do psów zdobywających dyplomy w konkursach pracy twierdząc, że konkurs to nie polowanie. Po części zgadzam się z tym w odniesieniu do konkursów dzikarzy, gdzie psy bardzo dobrze wypadające na konkursach, mogą nie sprawdzić się na polowaniu. Dotyczy to jednak wyłącznie psów typowo „konkursowych”. Psy polujące i ułożone do konkursu radzą sobie w każdych warunkach. W przypadku tropowców sytuacja jest zupełnie inna. Psy zdobywające laury na konkursach tropowców z pewnością poradzą sobie na naturalnym tropie rannej zwierzyny. Na konkursie pies ma do dyspozycji skromną ilość farby i sporadycznie (prawie nigdy) trop z butów tropowych. Podczas prawdziwej pracy ma tunel zapachowy utworzony z zapachu zwierzyny, jej tropu i farby. Wszystko to  ułożone na gruncie, trawach i roślinności powoduje, że pies idzie właśnie w tunelu zapachowym.

                W związku z powyższym, analizując wyniki konkursów, można przekonać się o przydatności użytkowej poszczególnych ras. Są to namacalne dowody jakości użytkowej, Oczywiście pies, który zdobył dyplom III° na próbach niekoniecznie jest już championem pracy, ale psy, które na wielu konkursach zdobywają dyplomy i to każdego stopnia, z pewnością zasługują na uwagę myśliwych.

                Myślę, że wyniki konkursów najlepiej pokazują predyspozycje ogarów i gończych polskich do pracy tropowej. Prawie zawsze startując w towarzystwie kilkunastu psów różnych ras wyróżniają się tym, że zajmują czołowe lokaty pracując na farbie tak precyzyjnie i w podobnym stylu jak posokowce.

                Polując z gończymi polskimi dochodziłem sporo postrzałków głównie dzików i jeleni. Często z pomocy moich psów korzystają myśliwi z sąsiednich kół. Najczęściej pracujemy po kilkunastu godzinach od strzału idąc po tropie 1 do 2 km, ale zdarzają się też trudniejsze zadania. Bywały tropy stare 20 i 30 godzinne, ciągnące się przez kilka kilometrów. Około 80% poszukiwań kończy się sukcesem. Kiedy nowy Regulamin Prób i Konkursów umożliwił pracę tropowców w dwóch grupach; 1 na farbie leżącej minimum 6, a nie więcej jak 12 godzin; 2 na farbie leżącej minimum 40, a nie więcej jak 48 godzin, postanowiłem sprawdzić swoje gończe pracując z nimi na coraz starszych ścieżkach. Wyniki były bardzo zadowalające. Młodsze psy od 9 miesięcy do 1,5 roku bardzo dobrze radziły sobie na ścieżkach leżących przez jedną noc. Natomiast najbardziej doświadczona, wtedy 3 letnia suka, bezbłędnie pracowała na ścieżce 24 godzinnej. I kiedy po następnej założonej ścieżce miała iść po około 30 godzinach, tak się zdarzyło, że nie miałem czasu i poszliśmy dopiero rano, po dwóch nocach od założenia ścieżki, dokładnie po 43 godzinach! Byłem ciekaw jak sobie poradzi z tym problemem, choć przyznam, że nie wierzyłem w powodzenie. Po pierwsze ścieżka była bardzo stara, a do tego od kilku tygodni trwała letnia susza. Co to znaczy dla psiego nosa i trwałości zapachu nie trzeba tłumaczyć. Na początku były problemy z podjęciem tropu. Jednak po około 50 metrach suka pięknie podjęła trop (było widać ten moment) i już w swoim stylu doprowadziła do celu (wypchana skóra z dzika) rozwiązując wszystkie załamania tropu, jakie jej zafundowałem. Dodam jeszcze, że młodym psom kładę krótsze ścieżki i ze słabszymi załamaniami, natomiast bardziej doświadczonym coraz bardziej utrudniam zadanie robiąc po kilka ostrych załamań w różne strony, a pod koniec ścieżki imituję kluczenie rannej zwierzyny z kilkoma krótkimi załamaniami i cofnięciem ścieżki do tyłu równolegle do tropu. Taka też była ścieżka rozpracowana przez Zwinkę po 43 godzinach od założenia.

                Myślę, że z takimi „trąbami” gończe polskie i ogary układane metodami stosowanymi do układania posokowców z powodzeniem mogą im dorównać w pracy na tropach rannej zwierzyny.

 

Darz Bór

Waldemar Feculak


Źródło: skrót artykułów publikowanych  w „Braci Łowieckiej" w latach 90-tych w ramach promocji wówczas jeszcze mało znanych ras.