Refleksje z konkursów
REFLEKSJE Z KONKURSÓW OGARÓW I GOŃCZYCH POLSKICH
Aleksander Skrzyński
- - - - - - - -- - - - - - - -- - - - - - - -- - - - - -
IX Międzynarodowy Konkurs Dzikarzy dla Ogarów i Gończych
Polskich im. Płk. Piotra Kartawika
Wrocław – Jary 2010
dla psów pracujących pojedynczo
- - - - - - - -- - - - - - - -- - - - - - - -- - - - - -
I Międzynarodowy Konkurs Dzikarzy dla Ogarów i Gończych
Polskich im. Płk. Piotra Kartawika
Wrocław – Jary 2010
dla psów pracujących grupowo (w parze lub sforze)
- - - - - - - -- - - - - - - -- - - - - - - -- - - - - -
„Ogary poszły w las…” pisał niegdyś na łamach „Łowca Polskiego” Józef Erben – Holan (Ł.P. z 1959 r. , nr 11, s. 10 i n.). I dalej (cyt. za J.E-H): „Kiedy jako młody chłopiec, po licznych już doświadczeniach na tokach cietrzewi, usłyszałem po raz pierwszy tylekroć opisywaną pieśń głuszca – rozczarowałem się okropnie, granie ogarów natomiast chwyciło mnie od razu za serce… wspominam często granie ogarów, tym milsze sercu myśliwskiemu, że wraz z młodością minęło bezpowrotnie”.
I stałoby się tak niechybnie, lecz oto w karty historii powojennej kynologii myśliwskiej wpisała się postać płk. Piotra Kartawika – żołnierza, myśliwego, „gończarza”, zauroczonego polowaniem z psami gończymi zaczerpniętym jeszcze z „Polski kresowej”, gdzie należało ono do ulubionych rodzajów łowów. Każdy kraj bowiem o pewnej kulturze łowieckiej ma swoje tradycyjne, ulubione sposoby polowania, które myśliwi – wierni owej tradycji – starają się podtrzymać. „(…) Do takich łowów można by zaliczyć w Polsce polowanie z ogarami…” – pisał na łamach „ Łowca Polskiego” nieżyjący już wieloletni redaktor naczelny tego pisma Józef J. Szczepkowski (Ł.P. z 1962 r., nr 11, s. 8 i n.).
Płk Piotr Kartawik, jak wielu naszych rodaków, stał na rozdrożu dziejów: tego co utracone – ziemi kresowej i sławnych łowów z gończymi i tego, co odzyskane – restauracji ogara polskiego we Wrocławiu, na Dolnym Śląsku. To dzięki Jego inicjatywie udało się uratować i przywrócić należne miejsce ogarowi – jednej z dwóch ras psów myśliwskich rodem z Polski. Jednak mało kto wie, że patron tych Konkursów, to także przez wiele lat animator kynologii łowieckiej na Dolnym Śląsku. Piastując funkcję Przewodniczącego Komisji Upowszechniania Psa Myśliwskiego przy WRŁ we Wrocławiu w znaczący sposób przyczynił się do jej rozwoju i pozycji, którą osiągnęła obecnie.
Konkursy, konkursy… W
jesienny, październikowy weekend tradycyjnie już w Jarach na terenie „koliby” myśliwskiej Koła
Łowieckiego „Leśnik” w Obornikach
Śląskich, niemal przyklejonej do wielohektarowej zagrody dziczej, spotkali się
miłośnicy „ogarów i gończych” – przewodnicy i sędziowie, gospodarze z „Leśnika”
i goście konkursów. Pragnąc oddać choćby cząstkę
nostalgicznego nastroju, który zapewne
udzielił się wszystkim obecnym, przywołam fragment wiersza Juliana Ejsmonda:
„Gdy po letnim szaleństwie zieleni
Szczere złoto ozdobi konary,
Gdy nadejdzie czas cudnej jesieni
Niech zagrają nade mną ogary.
Na ten głos duszy mojej tak miły
Żar zakipi w mym sercu wystudzonym,
I ożyję, i wstanę z mogiły,
Chwycę broń i polecę za gonem.”
Dzień pierwszy konkursów, sobota 23 października, praca każdego z psów pojedynczo w zagrodzie; na „starcie” 11 psów: 2 ogary i 9 gończych polskich. I choć knieja nie rozbrzmiewała dźwięcznym „graniem” w pożądanej wysokości i zróżnicowanej tonacji, ale raczej poszczekiwaniem współczesnej „Lutni”, „Basa” czy „Zagraja”, to jednak las – w barwnej szacie jesieni, przesycony zapachem żywicy, grzybów i więdnących liści – oddawał echem głosy rozdzwonionej pieśni, wiadomego znaku pracy na pewnym tropie. No cóż, zagroda… zagroda rządzi się innymi prawami…
Komisja sędziowska, w której miałem przyjemność uczestniczyć, kierowana przez znanego, pełnego humoru i swady sędziego międzynarodowego Andrzeja Jakubowskiego nie miała trudnego zadania. Sprawna organizacja konkursów, miła przyjacielska atmosfera i dość dobre przygotowanie psów sprawiły, że prace w zasadniczych konkurencjach (w zagrodzie i po tropie) zakończyły się dość szybko.
Na całą stawkę „gończych” wydano 8 dyplomów, a w tym 6 dyplomów I stopnia i 2 dyplomy II stopnia; prym wśród uczestników wiodły gończe polskie. Najwyższe wyróżnienie uzyskała suka gończy polski ARIA Leśny Amok prowadzona przez Aleksandrę Bryzgalską z Konina; 134 pkt. pozwoliły na uzyskanie dyplomu I stopnia, CPC oraz prestiżowy tytuł „Zwycięzcy pracy myśliwskiej dzikarzy 2010 roku”. Na tak wysoki wynik miały wpływ oceny z pracy „w zagrodzie”.
Bardzo dobrze spisały się też:
- pies, gończy polski ABACTOR Petrus et Lupus prowadzony przez Patrycjusza Wolnego z Wrocławia – 132 pkt., dyplom I stopnia z 2 lokatą;
- pies, gończy polski REZON Śpiewna Zgraja, przewodnik Marek Kałka z Katowic – 129 pkt., dyplom I stopnia z 3 lokatą.
A ogary? Oczywiście były i ogary i to jak były! Najlepszym z nich okazał się pies GRYF GRYZEK NOWOGARY prowadzony przez Monikę Starowicz – Chmielewską z Katowic; „wspólnie” zdobyli 128 pkt., co dało dyplom I stopnia z 4 lokatą; w ocenie sędziów był „zręczny, wytrwały i znakomicie tropił”. Drugi z nich – pies o imieniu Ł-BOHUN z Jaśminowej Ulicy, pozostający w rękach Jarosława Słowika ze Szczecina, uzyskał 109 pkt., dyplom II stopnia i 7 lokatę.
O prawdziwym pechu może mówić Henryk Surma z miejscowości Kłaj. Prowadzony przez niego pies gończy polski TAO Goniec Małopolski wykazał się niemal bezbłędną pracą we wszystkich konkurencjach (nota 4) – we wszystkich poza pracą na „farbie” (nota 2); to sprawiło, że pomimo 141 pkt. (!) pies ten otrzymał dyplom II stopnia.
Na marginesie tego „przypadku” ciśnie się na usta dość banalne stwierdzenie, że ogar i gończy, to psy przygotowane przede wszystkim do samodzielnej pracy na ciepłym tropie zdrowej zwierzyny – zająca, lisa, ale i dzika Poprawność tej właśnie pracy winna więc określać poziom przygotowania psów, jako „użytkowych”.
Powoli stygną emocje pierwszego dnia konkursów, a miła,
przyjacielska atmosfera – przy biesiadnym stole – przeradza się w niekończące
się łowieckie opowieści.
Dzień drugi konkursów, niedziela 24 października, praca „grupowa” psów w zagrodzie w parze lub sforze. Niestety obowiązki organizacyjne nie pozwalają mi na pracę w komisji sędziowskiej (posiedzenie plenarne Zarządu Głównego); z żalem więc opuszczam Jary, wsłuchując się jedynie w relacje moich kolegów. Tym razem na starcie 1 „para” ogarów oraz 3 „sfory” gończych polskich; razem 7 psów do klasyfikacji - 7, bowiem w „sforze” gończych „NEMROD”-„ZWINKA” ta ostatnia była jedynie „uzupełnieniem” do pracy grupowej swego partnera, nie poddając się klasyfikacji. W ocenie sędziów wszystkie psy zakwalifikowały się do dyplomów, w tym 2 do I stopnia i 5 do dyplomu II stopnia.
Drugiego dnia prym absolutny należał do ogarów. Najwyższe wyróżnienie uzyskał, znany już z sobotnich zmagań, GRYF GRYZEK NOWOGARY należący do Moniki Starowicz–Chmielewskiej; zdobył maksymalną ilość 160 pkt., dyplom I stopnia CPC oraz CACIT, a nadto tytuł „Zwycięzca pracy myśliwskiej dzikarzy 2010”. Pracujący z nim w parze Ł-BOHUN prowadzony przez Jarosława Słowika miał nieco mniej szczęścia, zdobywając 127 pkt.; pozwoliło to na zdobycie dyplomu II stopnia i 7 lokatę. Na jego klasyfikację miały wpływ noty uzyskane za „współpracę w parze” – 3 oraz za „odwagę i ciętość w atakowaniu dzika” – 2.
Kolejne lokaty za zwycięzcą zdobyli:
- pies, gończy polski DROP z Elklandu prowadzony przez Sylwestra Rokaszewicza z Głogowa – 155 pkt. , dyplom I stopnia z 2 lokatą;
- pies, gończy polski NEMROD Goniec Pomorski, przewodnik Piotr Śmieja z Gdyni – 152 pkt., dyplom II stopnia z 3 lokatą.
Przykład „NEMRODA” jest szczególnie znamienny, bowiem pierwszego dnia konkursów – pracując samodzielnie w zagrodzie – nie odnalazł dzika w regulaminowym czasie; i oto proszę – praca w sforze zmieniła jakość jego pracy, pozwalając na zdobycie dyplomu. Gdyby jeszcze „wytrwałość w atakowaniu” była bardziej skuteczna (nota 2), bez wątpienia - przy tak wysokiej ilości punktów – dyplom byłby wyższego stopnia. Podobna sytuacja dotyczyła też suki gończy polski TRUFLA Łowcza Pasja, należącej do Doroty Bonk z Bytomia; dzień pierwszy niesklasyfikowana (kłopoty z opanowaniem suki), dzień drugi – 146 pkt., dyplom II stopnia i 5 lokata!
Kończące się zmagania konkursowe, jak to zwykle bywa, zostały nagrodzone dyplomami, pucharami i nagrodami rzeczowymi. Dźwięki rogu zwieńczyły koniec konkursów, zapraszając ich uczestników na wspólny posiłek.
I na zakończenie raz jeszcze odwołam się do cytowanego wcześniej Józefa Erben-Holana: „Znów granie przechodzi w spokojniejsze, równomierne tempo, oddala się i cichnie. Zasłuchany, żałujesz że gdzieś daleko zabrzmiał przeciągły huk wystrzału, jak uderzenie gongu, zwiastujące niechybny finał… jeszcze kilka gonów i pełni wrażeń, wśród niekończących się dysput, wracamy do domu…”. Prawda, że piękne (!)
Międzynarodowy Sędzia Kynologiczny - Aleksander Skrzyński