Nasze gończe u Bratanków - 2010
Nasze gończe u Bratanków - Utrudniony Konkurs Tropowców
w Dunavarsány 21.03.2010.
Od
jesieni ubiegłego roku zastanawiałem się nad wyruszeniem na
zagraniczny konkurs pracy psów myśliwskich. Jako, że zawsze
bliskie memu sercu były Węgry to wybór był prosty.
Zdecydowałem się na „Nehezített Vérecsapa
Verseny-Dunavarsány, 2010 március 21”(„Utrudniony
Konkurs Tropowców w Dunavarsány 21.03.2010.”). Byłem
ciekawy jak pracują gończe węgierskie (erdélyi kopó).
Miałem okazję dokładnie przyjrzeć się tej ciekawej rasie na
wystawach w Budapeszcie i zaobserwowałem sporo podobieństw w
wyglądzie
z naszymi gończakami. Teraz nadarzyła się okazja
zobaczyć je w czasie pracy.
Do pomysłu wyjazdu na Węgry udało mi się bez problemu namówić Edwarda Hałdysza (Finka), Marylę i Sławomira Wic (Kania i Keja). Mnie po drugiej stronie otoku reprezentował Rezon. Dystans z Katowic do Dunavarsány (380 km.) pokonaliśmy w sześć godzin. Nienajlepsze drogi rekompensowały nam ciekawe rozmowy o GP. Tak, można rozmawiać o tej rasie wiele godzin i jeszcze nie być znudzonym.
Na miejscu byliśmy w niedzielę 21 marca o 4.30 nad ranem. Dojeżdżając do celu byliśmy lekko zaniepokojeni, ponieważ w krajobrazie dominowały tak charakterystyczne dla Węgier pola, gdzieniegdzie przecięte trzcinowiskami. Nie było widać choćby niewielkiego zagajnika.
Rejestracja rozpoczyna się o 7.30. Zdecydowana większość psów
biorących
w konkursie to gończe węgierskie. Ku memu zdziwieniu
jest też kilka wyżłów węgierskich, weimar, spaniel. O 8.30
mamy losowanie ścieżek. I tu niespodzianka. Madziarzy mają taki
ciekawy zwyczaj, że wywołany przez głównego sędziego mener
podchodzi z psem do stolika sędziowskiego, gdzie otrzymuje kubeczek
z palinką (rodzaj mocnej węgierskiej wódki). Numer ścieżki
widnieje na spodniej części naczynia tak, więc dopiero po
uraczeniu się trunkiem może zobaczyć, jaki numer ścieżki
wylosował. Po losowaniu grupa zawodnicza rozjeżdża się do
wyznaczonych stanowisk. My z Edwardem jesteśmy w pierwszej grupie.
Maryla jedzie dalej. Nasze ścieżki są przygotowane w akacjowym,
nieco rachitycznym nasadzeniowym lesie, zaraz przy kopalni żwiru.
Według informacji ścieżka została przygotowana 20 godzin
wcześniej i ma kształt odwróconej litery U o długości do
600 m.(miało być 800m). Ja z Rezonem wchodzimy jako pierwsi z
polskiej grupy. Z nami idzie dwóch sędziów. Jest
słonecznie, temperatura powietrza powyżej 20 stopni. Jak dla nas
wręcz upalnie. Idziemy jako jedni z pierwszych. Gorzej mają się
ci, którzy muszą czekać w słońcu jeszcze godzinę, dwie.
Zestrzał zaznaczony średnio, ale na tropie farby nie żałowano-widać
wyraźnie ślady. Podściółka wysuszona na wiór. Po
przejściu ok. 300 m. ścieżka skręca
w lewo i wracamy niemal
do punktu wyjścia. Na końcu leży kawałek skóry jelenia.
Sędziowie oceniają tylko pracę psa na ścieżce. Nie ma dodatkowych konkurencji, takich jak np. odłożenie. Nie ocenia się również zachowania psa przy martwej zwierzynie. Nie ma też dodatkowych punktów za oznajmianie lub oszczekiwanie.
Oceniane jest praca psa na otoku, trzymanie tropu, pewność pracy na
tropie, współpraca psa z przewodnikiem. Maksymalna ilość
punktów za każde zadanie:
4. Maksymalna ilość punktów
za całą konkurencję: 64.
Po zakończeniu naszej ścieżki przyglądam się pracy sędziów,
co jest całkiem łatwe
w tak rzadkim lasku. Z moich obserwacji
wynika, że sędziowie zostawiają dużą swobodę psom w czasie
pracy. Niektóre zbaczały nawet o ponad 10m. Ważne jest, by
nie przestawały pracować i by samodzielnie powróciły na
ścieżkę.
W sumie w czasie konkursu wystartowały 22 psy (7 gończych węgierskich, 4 gończe polskie, 1 cocker spaniel, 2 łajki, 2 wyżły weimarskie, 3 wyżły węgierskie, w tym jeden szorstkowłosy), z czego 5 nie ukończyło zawodów. Nasza ekipa zaprezentowała się z dobrej strony: Kania Z Doliny Łagiewniczanki (5miejsce, dypl. Ist. 57pkt.), Rezon Śpiewna Zgraja (7 miejsce, dypl. Ist. 56pkt.), Keja Ze słonecznej Dąbrowy (8miejsce, dypl. Ist. 55pkt.), Finka Z Beskidzkiego Matecznika (10miejsce, dypl. IIst. 47pkt.). Miłym gestem ze strony Organizatorów było ufundowanie pucharu dla najlepszego gończego polskiego, który otrzymała Kania. Konkurs wygrał gończy węgierski.
Po powrocie do miejsca zbiórki czekał na nas iście węgierski poczęstunek – pikantny gulasz. Był też czas na rozmowy z Bratankami. Dziękujemy im za dobre przyjęcie i dobrą organizację konkursu. Do zobaczenia na konkursie dzikarzy jesienią!
Marek Kałka
-
1
-
2
-
3
-
4
-
5
-
6
-
7
-
8
-
9
-
11
-
10